Masakra.
Jestem na skraju załamania.
Pierdolone programowanie. Nie ogarniam. co jak co, ale do
tego jednego czuje sie za głupia.
Doszłam do wniosku, ze może gdybym nie szła na studia z konkretnymi planami na zycie to moze inaczej bym jednak do tego podchodziła, ale teraz nie mam motywacji, zero, null.
OOPC, matrix. Największy koszmar. O ile wcześniejsze programy jeszcze byłam w stanie zrozumieć, to ten mnie pokonał całkowicie.
A najgorsze jest to, że jak się nie obronię, tzn nie pbronie programu, tzn będę wiedzieć o co biega, to bye bye see you next year. A muszę to teraz zaliczyć, bo kurde chcę wyjechać na rok! Rozpaczliwe どうしよう (ノД`)ハァ
Do wyboru mam podłożyć sie i nie pójśc jutro, albo podłożyć się i ryzykować posądzeniem o plagiat i niezaliczeniem połaczonym z końcem mozliwości zaliczania programów teraz. I to jest sytuacja, w ktrej chyba nie warto próbować, ponieważ koszty niepowiedzionej próby są znacznie wyzsze niż brak próby.
0 albo 1, umiem albo nie umiem programowania. Nie ma niczego po srodku. Kog obchodzi, ze mnie to gówno obchodzi i w życiu mi się nie przyda (na pewno nie na takim poziomie). Kogo obchodzi, ze radzę sobie z innymi przedmiotami, ale nie tym? Kogo obchodzi, ze wcale nie chcę programować, nie jest to moja pasją zyciową i nigdy nie będzie. A ryzyko powiedzenia tego wszystkiego też jest zbyt wysokie. Chce po prostu ukończyć te studia za te 1.5 roku, a nie za 5 lat, bo jakić ch** mnie nie przepuści.
Zamknięte koło. Boję się. Programowanie powoduje u mnie tak ogromny stres jak jeszcze nic innego, stres, który nie motywuje, tylko sprawia, ze nie jestem w stanie mysleć, totalnie blokujący stres, którego normalnie nigdy nie odczuwam. I nawet skoro tego po mnie nie widać. Wlasnie moze dlatego po mnie nie widać, bo w całym tym stresie zachowuje się właśnie tak.
Mama stwierdziła, ze jak tak dalej pójdzie to popadnę w paranoję. Niewykluczone. Wszystko jest na właściwej drodze.
Xle to wygląda. Boję się. Nie ma nadziei...